Płomień świecy…

Płomień świecy
„…Wzięła do ręki list. Papier był kruchy, niemal przezroczysty.
Pismo drobne, precyzyjne, eleganckie. Przeczytała fragment po raz setny:
„Biel to obietnica. Jeśli mnie nie będzie, patrz w światło, to tam się spotkamy.”
Zamknęła oczy.
Pamiętała jego dłonie pachnące dymem i lawendą. Płomień świecy, który drżał, gdy nachylał się, by ją pocałować.
Tamten wieczór wracał we snach ,zawsze ten sam. On w szarym płaszczu, wchodzący po schodach, z iskrami w oczach.
A potem nic. Tylko świst wiatru, jakby ktoś zamknął drzwi z drugiej strony świata.
Od tego czasu każdy dzień był taki sam. Zima i wiosna mieszały się w jeden długi sen, a ona w bieli trwała, jak śnieg, który nie chce się roztopić.
Ludzie mówili, że oszalała, że czeka na cień…”
Fragment mojego opowiadania „Biel” z powstającego cyklu „Kolory”.
Obraz 60×80 „Płomień świecy”

